Terapia uroginekologiczna

Protokół Glazera: sześć minut EMG, które da się porównać

10 października 2026

W ocenie mięśni dna miednicy największym wrogiem nie jest brak danych, tylko ich nieporównywalność. Każdy terapeuta prosi o skurcz trochę inaczej, każdy inaczej liczy przerwy — i po trzech miesiącach nie wiadomo, czy pacjentka poprawiła się o 30%, czy po prostu badanie wyglądało inaczej. Protokół Glazera powstał dokładnie po to, żeby ten problem zlikwidować: to ustalona, zawsze taka sama sekwencja oceny sEMG dna miednicy.

Skąd się wziął

Howard Glazer opisał protokół w połowie lat 90. przy pracy nad wulwodynią — w badaniu z 1995 roku rehabilitacja dna miednicy prowadzona według tego schematu, z domowym treningiem EMG, przyniosła znaczące zmniejszenie dolegliwości bólowych u kobiet z zespołem zapalenia przedsionka pochwy [1]. Od tego czasu sekwencja zdążyła się oderwać od pierwotnego wskazania i funkcjonuje jako uniwersalny standard oceny sEMG krocza — używany i w bólu, i w nietrzymaniu moczu, i w kontroli terapii.

Pięć faz, zawsze w tej samej kolejności

  1. Spoczynek wstępny (60 s) — napięcie podstawowe przed jakąkolwiek pracą.
  2. Skurcze szybkie (flicks) — pięć krótkich, maksymalnych skurczów z 10-sekundowymi przerwami; patrzymy na amplitudę szczytową i szybkość narastania.
  3. Skurcze 10-sekundowe — pięć skurczów po 10 s pracy z 10 s przerwą; ocena amplitudy, jej utrzymania i zmienności.
  4. Skurcz wytrzymałościowy (60 s) — jeden długi skurcz; tu widać, czy mięsień trzyma poziom, czy gaśnie i jak bardzo drży (zmienność sygnału).
  5. Spoczynek końcowy (60 s) — czy po wysiłku napięcie wraca do poziomu wyjściowego, czy mięsień „nie umie puścić”.

Z zapisu czytamy nie tylko wartości średnie i szczytowe w mikrowoltach, ale i rzeczy subtelniejsze: podwyższone napięcie spoczynkowe (częste w zespołach bólowych), opadanie amplitudy w fazie wytrzymałościowej, rosnące napięcie spoczynkowe po serii skurczów.

Przygotowanie i komendy — drobiazgi, które psują porównywalność

Sztywna sekwencja faz to dopiero połowa standaryzacji. Druga połowa dzieje się wokół badania i łatwo ją zgubić.

Przed badaniem: pęcherz opróżniony (parcie z pełnego pęcherza zmienia napięcie spoczynkowe i rozprasza pacjentkę), ta sama pora w stosunku do wysiłku — ocena godzinę po treningu na siłowni i ocena po dniu za biurkiem to dwa różne mięśnie. Pozycję badania zapisujemy w dokumentacji i trzymamy się jej przy każdej kolejnej ocenie; w BioStim pozycję zaznacza się zresztą ikoną przy programie (leżąca, stojąca, w ruchu), więc nie trzeba tego pamiętać — wystarczy nie zmieniać. To samo dotyczy kanału i głębokości założenia sondy: sonda wsunięta o centymetr głębiej potrafi pokazać inne amplitudy przy identycznym mięśniu.

W trakcie badania największą zmienną jesteśmy my. Komendy ustalamy raz i wypowiadamy zawsze tak samo: „napnij — mocno — puść” przy skurczach szybkich, „napnij i trzymaj, aż powiem stop” przy dziesięciosekundowych. Doping w fazie wytrzymałościowej („jeszcze, jeszcze, świetnie!”) podnosi wynik — i nie ma w tym nic złego w terapii, ale w ocenie albo dopingujemy zawsze, albo nigdy, inaczej porównujemy motywację, nie mięsień. W fazach spoczynku obowiązuje cisza: swobodna rozmowa to ruchy tułowia i śmiech, a oba wjeżdżają w zapis jako piki, które za sześć tygodni ktoś weźmie za niepokój mięśnia.

Jedna decyzja do podjęcia świadomie: czy pacjentka widzi ekran. Podgląd w czasie rzeczywistym to już element biofeedbacku — poprawia wykonanie tu i teraz. W ocenie wyjściowej częściej chcemy zobaczyć, co mięsień robi bez podpowiedzi. Oba warianty są uprawnione; nieuprawnione jest ich mieszanie między ocenami tej samej pacjentki.

Co zwykle widać — kilka powtarzalnych obrazów

Zapis Glazera nie stawia diagnoz, ale pewne profile wracają na tyle regularnie, że przydaje się je znać.

U pacjentek z bólem okolicy krocza częstym obrazem jest podwyższony spoczynek wstępny przy całkiem przyzwoitej amplitudzie skurczów szybkich — mięsień umie pracować, nie umie odpoczywać. Charakterystyczny bywa też spoczynek końcowy wyższy od wstępnego: po serii skurczów napięcie nie wraca do punktu wyjścia, tylko zostaje „zawieszone”. To zwykle przestawia cel terapii z wzmacniania na naukę relaksacji — i dobrze, że zapis wychodzi na jaw przed przepisaniem trzech serii Kegla dziennie, które taki obraz potrafią pogorszyć.

Odwrotny biegun: niska amplituda skurczów szybkich, wolne narastanie, wyraźne opadanie w skurczach dziesięciosekundowych i gasnąca faza wytrzymałościowa. Tu kierunek jest siłowo-wytrzymałościowy, a kolejne oceny pokazują postęp wyjątkowo wdzięcznie, bo każdy parametr ma dokąd rosnąć.

Jest i trzeci obraz, najbardziej podstępny: liczby w normie, a objawy swoje. Wtedy odpowiedź zwykle leży poza protokołem — w timingu (odruchowe zabezpieczenie przy kaszlu), w funkcji podczas wysiłku, w zachowaniach. Glazer mierzy to, co mierzy; nie każdy problem dna miednicy jest problemem amplitudy.

O czym pamiętać, zanim porównamy liczby

sEMG z sondy dopochwowej czy doodbytniczej ma swoje ograniczenia i protokół ich nie unieważnia. Na amplitudę wpływa położenie elektrod, impedancja tkanek, grubość tkanki podskórnej, typ sondy — dlatego wartości bezwzględnych nie porównujemy między pacjentkami ani między różnymi sondami. Porównujemy pacjentkę z nią samą: ta sama sonda, ta sama pozycja, ten sam protokół. Właśnie dlatego sztywna sekwencja ma sens — ona kontroluje wszystko, co da się kontrolować.

Jedno zastrzeżenie: wartość diagnostyczną pojedynczych parametrów Glazera wciąż się bada i dyskutuje; protokół jest standardem wykonania badania, a nie zestawem norm populacyjnych. Liczby nabierają znaczenia w kontekście: objawów, palpacji, obserwacji.

Jak to wygląda w BioStim

Protokół oceny Glazera jest w module Oceny jako gotowy program: sześciominutowa sekwencja z wykresem całości i rozpisanymi fazami (60 s odpoczynku, 5 × szczyt, 5 × płaskowyż 10 s, płaskowyż 60 s, 60 s odpoczynku). Przed badaniem program prowadzi kalibrację toru, a po badaniu wynik zapisuje się w historii pacjentki — przy kolejnej ocenie zestawiamy wykresy z tych samych faz. Parametry faz można modyfikować, ale jeśli celem jest porównywalność w czasie, lepiej tego nie robić: siła protokołu leży w jego nudnej powtarzalności.

Rytm pracy, który się u nas przyjął: pełny Glazer na pierwszej wizycie, potem co 4–6 tygodni, a między ocenami — właściwa terapia (biofeedback, elektrostymulacja, trening funkcjonalny). Pacjentka, która widzi obok siebie dwa wykresy — sprzed terapii i aktualny — nie potrzebuje przekonywania, że ćwiczenia działają. Wykres robi to za nas.

Typowe błędy wykonania i jak je poznać po zapisie

  • Substytucja pośladkami i przywodzicielami. Zapis potrafi wyglądać imponująco, bo duże mięśnie poruszają sondą i miednicą. Zdradza ją ruch widoczny gołym okiem (pacjentka „podskakuje” na leżance) i rozjazd z palpacją. Ręka na pośladku podczas próbnego skurczu przed badaniem kosztuje dziesięć sekund i oszczędza sześć minut bezwartościowego zapisu.
  • Parcie zamiast skurczu. Pacjentka proszona o napięcie zwiększa ciśnienie w brzuchu. Przy ocenie EMG łatwo to przeoczyć; sygnałem ostrzegawczym jest wstrzymany oddech i czerwieniejąca twarz. Rozstrzyga próbny skurcz z palpacją przed startem protokołu — nie w jego trakcie.
  • Poprawianie sondy w trakcie. Każde dotknięcie sondy to artefakt i zmiana warunków pomiaru. Jeśli sonda ewidentnie się przemieściła, uczciwiej przerwać i zacząć od nowa, niż porównywać pierwsze trzy fazy z jednej pozycji elektrod, a dwie ostatnie z innej.
  • Inna sonda przy kolejnej ocenie. Najcichszy z błędów, bo niczego nie widać — po prostu liczby wychodzą inne. Typ sondy zapisujemy w dokumentacji przy pierwszej ocenie i traktujemy jak część protokołu.
  • Rozmowa i śmiech w fazach spoczynku. Piki w zapisie spoczynkowym, które przy omawianiu wyniku trzeba będzie tłumaczyć. Prościej uprzedzić: „te dwie minuty to też badanie, proszę po prostu leżeć i oddychać”.

Jak omówić wynik z pacjentką

Sześciominutowy wykres pełen mikrowoltów onieśmiela, więc tłumaczymy go na trzy pytania, które pacjentka rozumie od razu: czy mięsień umie odpocząć (spoczynek), czy umie szybko zareagować (skurcze szybkie), czy umie wytrzymać (fazy dłuższe). Zamiast wartości bezwzględnych pokazujemy kształty: „tu napięcie powinno opaść do płaskiej linii — u pani jeszcze faluje”, „ten skurcz ma trzymać poziom, a tu widać, że po czterech sekundach zjeżdża”. I jedno zdanie, które uprzedza najczęstsze nieporozumienie: „to nie jest ocena na stopnie — to punkt startu, z którym będziemy porównywać kolejne badania”. Przy drugiej ocenie te same trzy pytania wracają, tyle że z dwoma wykresami obok siebie, i rozmowa w zasadzie prowadzi się sama.

Co z tego trafia do dokumentacji

Minimum, które czyni oceny porównywalnymi po pół roku: data, typ sondy, pozycja pacjentki, kanał, czy był podgląd ekranu, faza cyklu — plus wartości z poszczególnych faz (spoczynek wstępny i końcowy, szczyty skurczów szybkich, średnia i utrzymanie w skurczach dziesięciosekundowych, przebieg fazy wytrzymałościowej) i uwagi o artefaktach, jeśli były. Liczbowa część robi się sama — o historii pacjentki i zestawianiu wykresów była już mowa; nasze dwa zdania opisu warunków badania to ta część, której żaden soft za nas nie uzupełni. A po trzech ocenach taka kartoteka zaczyna procentować podwójnie: wobec pacjentki jako dowód postępu, wobec lekarza kierującego jako raport, który mówi konkretami.

Częste pytania

Pacjentka nie dociągnie sześćdziesięciosekundowego skurczu. Skracać fazę? Nie. Gasnący skurcz to nie porażka badania, tylko jego wynik — właśnie po to ta faza jest w protokole. Jeśli mimo wszystko modyfikujemy sekwencję (BioStim pozwala edytować każdą fazę, a zmieniony schemat zapisać w programach użytkownika), to robimy z niej własny standard i trzymamy się go konsekwentnie — ze świadomością, że wyników nie odniesiemy już wprost do literatury o protokole Glazera.

Sonda dopochwowa czy doodbytnicza? Ta, która odpowiada problemowi i anatomii pacjentki — ale raz wybrana, zostaje na całą serię ocen. Zmiana drogi pomiaru w połowie terapii to zmiana narzędzia pomiarowego.

Czy faza cyklu ma znaczenie? Na tyle, że ją notujemy i w miarę możliwości powtarzamy ocenę w zbliżonej fazie. To tani sposób na wyłączenie jeszcze jednej zmiennej — a protokół Glazera jest w całości ćwiczeniem z wyłączania zmiennych.

Ile czasu rezerwować? Samo badanie trwa sześć minut, ale z przygotowaniem, kalibracją, próbnym skurczem i omówieniem wyniku realnie schodzi 20–25 minut. Planowanie oceny „na doczepkę” po terapii kończy się pośpiechem, a pośpiech — rozmową w fazie spoczynku.

Czy jest coś krótszego na szybkie sprawdzenie między ocenami? Jest — w BioStim obok Glazera siedzi Szybka ocena BFB. Do cotygodniowego rzutu oka wystarczy; do porównań co 4–6 tygodni wracamy do pełnego protokołu, bo to on daje komplet faz.

Piśmiennictwo

  1. Glazer HI, Rodke G, Swencionis C i wsp. Treatment of vulvar vestibulitis syndrome with electromyographic biofeedback of pelvic floor musculature. J Reprod Med 1995;40:283–90. PMID 7623358.
  2. Carrington EV i wsp. IAPWG recommendations. Neurogastroenterol Motil 2020. PMID 31407463 (analogiczna logika standaryzacji protokołu badania).

Przeczytaj także